Warto było pojechać do Łodzi
I Zespół | 15 października 2018

Kto nie był na meczu Skry w Łodzi niech żałuje – to bez wątpienia było ważne wydarzenie w historii naszego klubu. Do pełni szczęścia zabrakło jednak punktów.

Nasi piłkarze od momentu wywalczenia awasu do II ligi często podkreślali, że po to się lata trenuje, żeby móc zagrać w takich meczach jak przeciwko Ruchowi czy Widzewowi Łódź i że będzie to dla nich święto. Mieli rację, w sobotę w Łodzi  to było prawdziwe piłkarskie święto!

Powie ktoś, co w tym wyjątkowego – Widzew i Skra występują w II lidze i po prostu rozegrały jedno ze spotkań ligowych. Nie był to jednak zwykły ligowy mecz, to był spektakl, który nawet na tych, którzy nie jeden mecz widzieli zrobił ogromne wrażenie.

- Co tu dużo mówić, takiego meczu prędko nie zagramy, nie powiem, że już nigdy, ale na pewno nie w dającej się przewidzieć rzeczywistości – komentował wiceprezes Piotr Wierzbicki.

Co warto dodać, na trybunach zasiadło 17 tys. 754 widzów – najwięcej w tym sezonie na łódzkim obiekcie. Tego jak ci kibice się zachowywali opisywać nie będziemy, bo można (a warto) to zobaczyć w mediach. Napiszmy tylko, że gdyby nie kilka wulgarnych przyśpiewek pod adresem lokalnego rywala ŁKS-u, można by wręcz stawiać fanów Widzewa za wzorzec.  

fotogaleria z meczu : Widzew - Skra - ZOBACZ

W gronie tych niemal 18 tysięcy widzów była skromna, bo ok. 60 osobowa grupa kibiców naszego klubu. Pierwszy raz od czasu odrodzenia Skry zorganizowaliśmy oficjalny wyjazd na mecz i wszyscy podkreślali, że nie żałują.

Oczywiście, wrażenia ze stadionu nie przesłoniły nikomu  najważniejszego, czyli wyniku: Skra przegrała więc powodów do euforii nie było.  Były za to powody do stwierdzenia, że Skra nie do końca wykorzystała to co w tym meczu sobie wypracowała.

- Pozostał niedosyt, bo o ile tydzień temu w meczu z wiceliderem – Elaną Toruń nie mieliśmy wiele do powiedzenia, to w Łodzi wynik mógł być inny – komentuje Piotr Wierzbicki.

- Żebyśmy mogli ten mecz zagrać jutro jeszcze raz ! – mówił rozczarowany do trenera Pawła Ściebury jeden z naszych piłkarzy w drodze do szatni. I te słowa dobrze oddają to co widzieliśmy na boisku – bo choć Skra rywali, ani gorącej atmosfery, się nie przestraszyła, to jednak nie potrafiła przeskoczyć tej bariery, który dzieli dobrze zagrany mecz, od spotkania zakończonego zdobyciem punktów. W tym sezonie już zresztą rozegraliśmy kilka takich pojedynków, gdzie tego „czegoś” (łutu szczęścia, cwaniactwa, wyrachowania, odrobiny boiskowego szaleństwa) zabrakło.

Bo rzeczywiście Skra nie ustępowała liderowi, miała swoje okazje do strzelania bramek, zaprezentowała się znacznie lepiej niż wskazywałoby na to miejsce jakie zajmuje w ligowej tabeli. Pytanie o to dlaczego ta grając jesteśmy tak nisko słyszeliśmy zresztą w sobotę dość często. Mówili o tym działacze Widzewa, pisali po meczu na klubowym forum łódzcy kibice.

Być może czas więc wreszcie na opuszczenie strefy spadkowej? Piłkarze dowiedli już, że w tej lidze walczyć mogą z każdym, a przed nimi seria spotkań z rywalami silnymi, ale jednak nieco łatwiejszymi niż Widzew czy Elana, poza tym z siedmiu meczów jakie zaplanowano do rozegrania jeszcze w tym roku, aż sześć odbędzie się na „Lorecie”. Można powiedzieć - kiedy jak nie teraz?

Najbliższe – bardzo ważne - spotkanie, czeka nas już w sobotę. O godz. 15.30 zagramy z Błękitnymi Stargard.

fotogaleria z meczu : Widzew - Skra - ZOBACZ